Poznań, 5-7 listopada 2021
W autach klasycznych jest coś uroczego, magnetyzującego i intrygującego zarazem. Coś, co dla jednych jest powrotem do minionych przeżyć, dla innych jest odkrywaniem czegoś nowego, gdyż są za młodzi żeby to pamiętać. Są tacy, którzy dają się pochłonąć pasji ratowania tego bogactwa bezgranicznie, są tacy którzy traktują to jako dobry biznes czy lokatę kapitału. Jest też grupa uzależnionych od prowadzenia starszych pojazdów i zmagania się z ich niedoskonałościami i humorami. Do tych ostatnich z pewnością zalicza się autor. Niezależnie od powodu, zabytki motoryzacji przyciągają niezliczone rzesze entuzjastów, stale powiększając ich kręgi. To zainteresowanie przenosi się na całe rodziny. Co bardzo cieszy, płeć piękna coraz częściej wkręca się w tę tematykę. Panie widać na pokazach elegancji, na rajdach, często za kółkiem automobili. Na polskich torach wyścigowych, w rywalizacji youngtimerów robi się coraz liczniejsza klasa pań. Znam kobiety, które same nabywają nietuzinkowe auta i często potrafią przy nich same „pogrzebać”. Do tego rośnie zainteresowanie dzieci i młodzieży. W czymś, co dla nich jest ulotne, dostrzegają jakieś mechaniczne i stylistyczne piękno już dziś niespotykane.
To wszystko powoduje narastające zainteresowanie wystawami i targami klasyków. Ostatnie Retro Motor Show organizowane przez Międzynarodowe Targi Poznańskie, pomimo pandemii przyciągnęły tłumy zwiedzających. Obserwowałem całe rodziny z zaciekawieniem oglądające pojazdy rożnych kategorii. Bo tych rodzajów też tam jest bez liku. Tematyczne stoiska z pojazdami militarnymi, starymi motocyklami, rowerami, pojazdami rolniczymi, no i oczywiście różne wiekiem i miejscem pochodzenia samochody. Można było też spotkać stoiska ze starymi zabawkami, modelami, gadżetami z epoki.

Jednym z najciekawszych, nagrodzonych zresztą stoisk była wystawa Automobilklubu Wielkopolskiego pt. „Do Paryża, Londynu czy Warszawy?” Ciekawe eksponaty udostępnione przez członków Komisji Zabytków zabierały widzów w wycieczkę historyczną z autami polskich, angielskich, czy francuskich marek, niektórych już dziś nieistniejących. Najstarszym autem całej wystawy była Lorraine-Dietrich z roku 1913. Na zdjęciu z przewodniczącym Komisji Pojazdów Zabytkowych A.W. – Piotrem Matuszkiem.

Nie sposób wymienić nawet części aut zgromadzonych na wystawie, dlatego wspomnę kilka subiektywnie wybranych rodzynków. I tak oto, kolejnym francuskim autem obok Lorraine należącym do kolekcji Muzeum Jana i Macieja Pedów jest unikatowe Bugatti P40 z 1938 roku. Maciej tym autem często porusza się po rajdowych trasach i nie oszczędza go w różnego typu wyścigach. Wszak do tego to auto zostało stworzone. Tylko, czy wyobrażacie sobie takim autem pędzić z jego maksymalną prędkością, czyli 150 km/godzinę? Bo Maciek tak!

Dużo młodszym eksponatem, który wywoływał zachwyt i zaskoczenie był ambulans na bazie Citroena DS, wraz z całym wyposażeniem medycznym i makietami różnych części ciała, które z pewnością w latach 70-tych tenże ambulans pozwalał uratować.
Polska reprezentacja składała się z naszych rodzimych Syren, Fiatów i Warszaw w różnych odmianach. Bardzo nietypowym eksponatem był wyprodukowany w Mielcu wóz emisyjny Telewizji Polskiej, w którym można było obejrzeć techniczne wyposażenie wnętrza, jak też stanowisko do przygotowania gwiazd, czy dziennikarzy przed wejściem na antenę.
Angielska część stoiska Automobilklubu niezawodnie zachwycała wozami sportowymi takich marek, jak Jaguar, MG, Triumph, Lotus oraz bardziej dystyngowanymi modelami Rolls-Royce’a czy Bentleya. Jak zmieniała się stylizacja na przestrzeni lat można było zaobserwować porównując dwa modele MG, z roku 1937 oraz 1972, oczywiście w najszybszym kolorze British Racing Green.
Wielce zaskakującą była sekcja zabytkowych rowerów oraz dziecięcych pojazdów na pedały. Te ostatnie szczególnie wywoływały zainteresowanie dzieci, tym bardziej że ich wymyślne czasem formy były zadziwiające. Zabawki te były pojazdami pałacowymi, używanymi wyłącznie wewnątrz budynków, głównie we Francji w II połowie XIX wieku. Przedstawione egzemplarze datowane były na lata 1870-1880. Podobne lata produkcji miały najstarsze przedstawione mono oraz bicykle. Zwracały uwagę niebywale proste sposoby przeniesienia napędu i jeszcze bardziej prymitywny sposób hamowania drewnianymi klockami, których docisk regulowało się za pomocą nawijanego na kierownicę sznurka. Trzeba było mieć mocne nadgarstki i stalowe nerwy! Niestety do dziś nie wszystkie elementy (np. drewniane) zdołały się zachować. Pojazdy były eksponowane w stanie autentycznym.
Najciekawsze eksponaty
Poza stoiskiem Automobilklubu Wielkopolskiego w dwóch halach można było obejrzeć setki najróżniejszych ciekawych pojazdów. Pokażę kilka, chociaż to kropla w morzu. Najbardziej podobają mi się auta, które są eksponowane w otoczeniu gadżetów z epoki, nietuzinkowych ozdobników i dobrze zaaranżowanej przestrzeni. Przykłady możecie zobaczyć na zdjęciach, jak np. ten Citroen 2CV z Automobilklubu Bytowskiego



Serce zabiło mocniej, bo to auto wiele lat temu dostarczyło mi moc wrażeń i przygód. Opel Manta 1970.
Jedna z ciekawiej urządzonych wystaw – CitroenKlub.pl
Na sprzedaż
Jeśli ktoś miał ochotę, mógł od razu wejść w posiadanie klasyka. Na przykład tego pięknego Volvo P1800S, czyli auta Simona Templera z serialu „Święty” z Rogerem Moorem w roli głównej.

Do kupienia był też Saab 96 V4, ze sportowym usposobieniem. Takim autem w 1962 i 1963 słynny szwedzki kierowca rajdowy Erik Carlsson wygrywał Rajd Monte Carlo. Dzięki lotniczemu rodowodowi Saaba, auto miało świetne parametry. Było jednak dość wywrotne. Krążą historie, gdy Carlsson niejednokrotnie zaliczając rolkę, lądował autem na 4 kołach i bezproblemowo kontynuował rywalizację.

Wystawiona na sprzedaż rzadka wersja Toyoty Celica GT-S 2,4 Convertible. Jak widać po „pięciomilowych” zderzakach z pewnością zaimportowana z US. Dla niewtajemniczonych wyjaśnię, że w 1973 roku wprowadzono w Stanach obowiązek stosowania przez producentów takich zderzaków, aby nie odkształcały się przy uderzeniu auta z prędkością 5 mil/h (ok. 8 km/h). Ten wymóg niestety na ponad dekadę zepsuł wygląd aut, zarówno marek USA, jak z innych krajów, a oferowanych na amerykańskim rynku.

Klasyka gatunku …choć model bardzo rzadki. To Ford Zephyr Zodiac Executive z 1967 roku. W takiej wersji z 3-litrowym silnikiem był oferowany tylko w Nowej Zelandii i Szwajcarii.

Ten Fiat 130 Coupe tak kusił wnętrzem, że miało się ochotę wsiąść, wrzucić w kaseciaka taśmę z Erosem Ramazzotti i popłynąć wprost do Włoch. Nawet gdyby to miały być Warszawskie Włochy. Stan auta perfekcyjny!
Pasja do retro
Pasja i biznes często idą w parze. Jeśli tylko to możliwe, to jest fantastyczne zestawienie i trzeba kibicować takim poczynaniom! Nie jest to jednak łatwe, bo czasem trudno jest ustalić kierunek, w którym się zmierza i mieć ogrom zapału, żeby nim podążać. Zupełnie jak w tandemie: napędzany we dwoje, ale pomimo poczucia trzymania steru przez każdego, kierownik jest tylko jeden!

To ciekawe połączenie pasji i biznesu. Chcesz mieć nietypowe malowanie Twojego auta? Albo model czy też plakat Twojego ulubieńca? Zgłoś się do CarSplashArt

Mustangów była cała masa, ale ten był jedyny w swoim rodzaju. Dzięki MustangClinic.eu dzieci pod nadzorem dorosłych mogły tu montować elementy nadwozia oraz podzespołów silnika, bawiąc się i ucząc jednocześnie. Świetny pomysł na połączenie promocji i edukacji.

Którego mięśniaka tu zaprzęgnąć do roboty?
To jest dopiero rakieta! Kawał francuskiej motoryzacji, głęboko osadzonej w sporcie motorowym przełomu lat 60 i 70-tych. Przy czym skojarzenie z przemysłem lotniczym i rakietowym też jest jak najbardziej słuszne, bo oto w 1964 roku producent militariów Matra wykupił upadającą spółkę Automobiles René Bonnet i podjął ambitne plany detronizacji angielskich aut na torach wyścigowych. Pokazany tu model Matra 530 pamiętam z gazet i broszur, które namiętnie zbierałem w dzieciństwie.
Na terenie wystawy Retro Motor show można było też spotkać inne modele tej rzadkiej marki, jak Murena czy Bagheera – z trzema fotelami w jednym (przednim) rzędzie. Jednak zupełnie niespodziewanie, poza halą natknąłem się inne cacko Matry, produkowane już po wykupieniu udziałów przez Simkę. W dzieciństwie to był mój ulubiony resorak – o dziwo Matchboxu, a nie Majorette. Mowa o Simce Matra Rancho. Rozczuliłem się widząc ją, chociaż jej stan nie był może najlepszy. Sądząc jednak po numerach rejestracyjnych kilku wystawionych egzemplarzy, te Matry mają wspólnego właściciela, który z pewnością zadba o nie wszystkie w równym stopniu.

Jeśli już mowa o zabawkach. Można było również znaleźć ciekawe stare modele metalowe i z plastiku. Najróżniejsze zabawki cieszyły oko, jednak ceny proponowane przez wystawców czasem sięgały chyba pułapu prawdziwych aut.
Na wystawie można było również znaleźć wielu przedstawicieli dawnego bloku wschodniego. DDR-owskie Trabanty, Wartburgi w świetnym stanie, czy też całkiem zadbane radzieckie Łady, Wołgi, Moskwicze i Zaporożce. Tutaj model 968 z pamiętnymi „uszami”. Następca 968M miał już wloty w postaci skrzeli.

Nie mogło zabraknąć też rodzimego sprzętu. Jak zwykle mocno reprezentowany był Klub Miłośników Syren i Warszaw z Nekli. Oczywiście można też było zobaczyć Żuki, Nysy, czy Tarpany.

A tak się tworzy profesjonalne relacje! Kolega Mateusz przy pracy.

Emocje opadają, klasyków przybywa. Wiem, że już są pomysły na nowe aranżacje stoisk i pokazanie innych aut. Do zobaczenia zatem na kolejnym Retro. Zapiszcie w kalendarzach: 28-30 października 2022!


























Ta T40 Cabrio robi wrażenie! Inne auta też piękne :))