KategorieAktualnościNowocześnie

Najlepsze auto?

Roczny test Volvo V60 T8

Każdy, kto korzysta z firmowego auta zna odpowiedź na tytułowe pytanie. Najlepsze auto, to auto służbowe. Auta te jednak potrafią pozostawić po sobie różne wspomnienia. Jedne biły rekordy pakowności kartonów z próbkami, inne śmierdziały w środku cały swój żywot paliwem, inne grały najlepszą muzykę podczas długich służbowych wyjazdów, a jeszcze inne pozwalały zwiedzić wiele… serwisów w całej Europie.

Ostatni rok miałem przyjemność jeździć firmowym Volvo V60, z napędem Plug-In Hybrid. Do wyboru tej wersji silnika popchnęła mnie ciekawość. A dokładniej dwa parametry: moc 455 KM i przyspieszenie 4,6 sek. do setki. Co do sylwetki auta nie miałem wątpliwości – dla mnie to jedno z najładniejszych stylistycznie nadwozi. Stonowane, eleganckie, proporcjonalne, bez niepotrzebnych ozdobników. Po prostu ładne kombi!

Jazda

Nie umiem tu pozostać bezstronny. Na szczęście nie jestem dziennikarzem, tylko początkującym blogerem, który dzieli się swoimi emocjami. Przejechane 45.000 km dało mi ogrom przyjemności. Auto świetnie się prowadzi, jest bardzo stabilne i przewidywalne. Skrzynia pracuje bardzo płynnie, tak samo jak przełączanie się napędów. Jest cicho i przyjemnie kiedy potrzeba, a gdy chcemy ostrzej przyspieszyć 310-konny silnik daje bardzo przyjemne brzmienie, wręcz rasowe, niepodobne do rzędowej czwórki. Pomimo masy ponad 2 ton jest bardzo zwinne, nawet przy ostrych próbach wyprowadzenia go z równowagi. Systemy bezpieczeństwa przy tym reagują odpowiednio późno, nie ingerując zbyt agresywnie w zmniejszenie prędkości, czy korektę toru jazdy. Ostatecznie włączają się nienachalnie, gdy kierowca przegina z manewrami. Nawet na oblodzonej, bardzo śliskiej drodze auto prowadziło się perfekcyjnie. Dawało możliwość zabawy lekkim uślizgiem, ale ani na trochę nie pozwalało doprowadzić do niebezpiecznej, czy nieprzewidywalnej sytuacji. Moment włączenia się napędu tylnych kół, zasilanych dwoma silnikami elektrycznymi dawał się wyczuć na śliskich zakrętach, lecz cały czas auto pozostawało pod absolutną kontrolą. Poza niekontrolowanym uśmiechem na twarzy. Uśmiechu tego jednak nie było widać na twarzach kierowców sportowych aut, startujących spod czerwonego światła. Rodzinne szwedzkie (tak je ciągle jednak nazywam), niepozorne kombi wycina na starcie większość agresywnie wyglądających konkurentów.

Power -to mój ulubiony tryb jazdy. Dostępny jest również hybrydowy, stały napęd na 4 koła oraz tryb Eco

Wnętrze

To kolejna miła niespodzianka. Materiały wysokiej jakości, pasujące do siebie stylistycznie. Świetny design wnętrza. Wszystko jest bardzo ergonomiczne. W tej konfiguracji jasne skóry dodały elegancji. Stosunkowo nieduża ilość czarnego plastiku przyciągającego kurz (widoczny również na zdjęciach) także nie budzi zastrzeżeń co do jakości. Nic nie trzeszczy. Zegary czytelne, w trybie „Power” pojawia się również obrotomierz. Panel sterowania jest czytelny i intuicyjnie się go obsługuje. Na postoju można nawet obejrzeć YouTuba. Wybór opcji audio Harman Kardon z 14 głośnikami to kolejna rzecz, która przysporzyła mi ogrom radości podczas podróży. Doskonały dźwięk i akustyka wewnątrz auta. W tej wersji wyposażenia szczęśliwie nie miałem wielu dodatkowych gadżetów. Obsługa tych podstawowych odbywa się bardzo prosto, znów można powiedzieć – intuicyjnie. Tempomat ma podstawowe, proste w użyciu funkcje. O dziwo, ten był bez radaru, czyli aktywnego tempomatu, za którym akurat ja nie przepadam. Bagażnik o maksymalnej pojemności 481 litrów nie powala, ale zupełnie wystarczy do normalnych potrzeb użytkowania. Ma też praktyczne przedzielenie przestrzeni, żeby przy takim przyspieszeniu nie pozbijać zakupionych butelek z winem. Można też w miarę sprawiedliwie podzielić przestrzeń bagażową na współmałżonków. Jedyny minus tego auta to bardzo mało miejsca na drobiazgi w kabinie. Pod łokciem jest płaski schowek, raczej na kartę kredytową i długopis. Brak schowka na okulary. Z komórką trzeba sobie też jakoś radzić. W drzwiach niewielkie półki, na małą butelkę wody.

Podsumowanie

Podczas roku użytkowania, auto absolutnie niezawodne. Pomimo dynamicznej jazdy nie zużywało w ogóle oleju. Maskę otwiera się wyłącznie na potrzeby uzupełnienia płynu do spryskiwaczy. Same spryskiwacze też mają ciekawe rozwiązanie – podają płyn bezpośrednio pod pióra wycieraczek (foto). Bezpieczeństwo, jak to w Volvo, na bardzo wysokim poziomie. Ponoć celem nadrzędnym producenta jest, aby nigdy nie było ofiary śmiertelnej w tym aucie. Jest to również jeden z powodów maksymalnego ograniczenia prędkości do 180 km/h. Spalanie auta może być na niskim poziomie, pod warunkiem doładowywania. Jeśli ktoś może wykorzystywać wall boxa, trwa to ok. 3 godzin. Ze zwykłego gniazdka – dwa razy dłużej. Przy jeździe wyłącznie na silniku spalinowym utrzymanie rozsądnych wartości jest trudne. W moim przypadku było to zwykle ponad 10l/100km.
Bardzo polubiłem to auto. Za osiągi, ergonomię i luksus. Dla mnie to też optymalna wielkość auta. No a wygląd? Sami oceńcie:

Post scriptum

Standardy producentów w zadawalaniu klienta rosną. I to jest miłe. A oto jak marka Volvo wita nowych użytkowników:

Jedno przemyślenie nt. „Najlepsze auto?”

  1. Miło się czytało, klika smaczków ciekawych. Ciekawe jest ograniczenie do 180km/h, kiedyś pasty teraz kaganiec 😉 dla mnie props

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *