Mam na imię Wojtas. Od pół godziny nie prowadziłem samochodu… Pewnie tak zacznę kiedyś trafiając na jakąś grupę odwykową dla zmotoryzowanych. Ten nałóg towarzyszy mi przez cale życie. Jako pewnie jeden z tysięcy chłopców, dorastając w latach 70 i 80-tych, obok plakatów gwiazd muzyki i zdjęć z czasopisma „Razem”, zbierałem wszystko co wiązało się z motoryzacją. Zarażony przez ojca pasją do aut i radością z ich prowadzenia spędzałem każdą możliwą chwilę na tylnej kanapie naszego Wartburga 353 czy później (pożal się Panie Boże) Zaporożca 968M. Ten pierwszy miał przewagę, bo miał przedni napęd. Ten drugi miał przewagę, bo miał… tylny napęd. I chyba o to chodzi w tej zabawie. Każdym autem na swój sposób można czerpać przyjemność z jazdy.
Nie znam wszystkich samochodów, ich parametrów, osiągów. I nie o tym stanowi ten blog. Chciałbym dzielić się z innymi odczuciami z oglądania, słuchania, dotykania, czasem wąchania samochodów. Te zmysły oraz jeszcze jeden – nieokreślony do tej pory formalnie – zmysł przyspieszenia, stanowią o przyjemności obcowania z motoryzacją.
Moja moto-ścieżka doprowadziła mnie głównie w dwa obszary: sportu motorowego, szczególnie w wiekowo zbliżonej do mnie grupie aut, oraz pojazdów zabytkowych, często nawet starszych ode mnie. Pierwszy obszar zatem to rajdy amatorskie, KJS-y, Super-OES-y i ostatnio częściej wyścigi youngtimer’ów, w takich pucharach jak: Classicauto Cup, Youngtimer Party, czy Drive Cup. Srebrną Toyotą Celica GT, wraz z córką, nieraz walczyliśmy w bardzo sympatycznych imprezach z fantastycznymi ludźmi, w przyjaznej atmosferze rywalizacji. Przy częstym wsparciu ze strony Toyota Team Classic czy Trax Racing udawało się rywalizować bez żadnych kłopotów technicznych.
Druga używka nałogu, o którym mowa to auta zabytkowe. Klasyczna motoryzacja w połączeniu z podróżami, rajdami, spotkaniami towarzyskimi daje ogrom satysfakcji, przyjemności i ciągle nowych doznań. Tutaj niespieszne podróżowanie, nauka cierpliwości do remontów i spokój, który należy się tej dyscyplinie, daje ujście wewnętrznym potrzebom, grasującym emocjom i wyrywnemu temperamentowi za kierownicą. A gdy to nie wystarczy, to są przecież jeszcze wyścigi samochodów zabytkowych. I znowu koła się kręcą! Organizuję oraz uczestniczę w wielu imprezach pojazdów zabytkowych, jestem zrzeszony w PZM, Automobilklubie Wielkopolskim oraz w Klubie Antycznych Automobili i Rajdów CAAR. Na okrągłą rocznicę urodzin postanowiłem stworzyć bloga. Jeśli ktokolwiek czyta te słowa, to znaczy, że moje marzenie się spełniło.


